Czytając tą książkę miałam wrażenie że w głowie wyświetla mi się komunikat Error. Cały czas zastanawiałam sie kto kogo wcześnie wykończy ja książkę czy ona mnie. Niestety poległam. Szumnie zapowiadana w opisie powieści - akcja rodem z matrixa, jest wielką masakrą. Ani to ładne ani składne. Fakt pomysł ciekawy - Warszawa jako część Chińskiego imperium. Ale ani bohaterowie udani ani akcja specjalnie porywająca a i wizja świata jakaś niedokładna skłócona niespójna. Brniemy przez tą Warszawę chińskiego absurdu ale ani to przyjemne ani pouczające. Może nie czuje klimatu a ta książka dla mnie równie dobrze mogła by mieć tytuł : co autor miał na myśli?. Można by długo prawić o tej beznadziei. Podsumowując jednym zdaniem nie wiem co pan Autor bierze ale mam nadzieje że nikt mi tego nigdy nie dosypie.
Fantastycznie fantastyczni
czwartek, 13 października 2011
piątek, 30 września 2011
Krzyżacki poker. D. Spychalski
Naprawdę wiele obiecywałam sobie po tej książce. Recenzje które czytałam przed zakupem tylko zachęcały żeby po nią sięgnąć. Jako fanka historical fiction czym prędzej zakupiłam oba tomy. Bo któż by sie nie skusił opowieścią o alternatywnej rzeczywistości, gdzie Polska ma kolonie w Afryce, europa została podzielona na kalifaty a Krzyżacy dzielnie próbują zachować ostatnie przyczółki wiary chrześcijańskiej. Aż tupałam nóżkami kiedy książki dojadą w paczce i miły pan listonosz mi je wręczy. Przyszły zasiadłam, zaczęłam czytać i klops. Masakra. Niby tło opowieści ładnie zarysowane, niby pomysł błyskotliwy i fabuła spójna a jednak . Nie podobało mi sie i to tak solidnie mi sie nie podobało. Cała książka męczy, trudno ją się czyta żmudnie powoli, błądząc wśród miliona wątków, próbując ogarnąć kto jest kto w całej gromadzie bohaterów. Gdzie w sumie żaden nie jest porządnie zarysowany i z nikim sie nie można utożsamić. Można by uznać że bohaterem głównym ma być sama nowa wizja Polski w tym wypadku przedstawionej jako rzeczypospolita trojga narodów. Ok mogło być ładnie pięknie tylko po co to całe przeładowanie fabularne. Autor mógłby spokojnie z tego co próbował upchnąć w tych dwóch małych książeczkach zrobić cykl na co najmniej 5 albo i więcej książek. Może wtedy miałoby to większy sens. Wiem że to debiutancka powieść autora i może nie powinnam oceniać tak surowo ale co zrobić nie podobało mi się Trója !
Pan lodowego ogrodu. J. Grzędowicz
Na początku muszę się przyznać bez bicia , że ta książka stała u mnie na półce długo długo i jakoś nie mogłam się za nią zabrać. Czemu tak sie stało ano powód banalny - urodziłam się jako blondynka i kupiłam sobie tom drugi zamiast pierwszego :) Ot głupota ludzka jest nieskończona. W końcu jednak czytając wszędzie jaki to lodowy ogród jest fajny zdobyłam i tom pierwszy i... popłynęłam. O czym jest rzecz.
Tym razem lecę z głównym bohaterem na inną planetę. Z jednej strony trochę podobną do naszej ziemi ale z drugiej są tam rzeczy o których nie śniło się filozofom. Nie zabieramy ze sobą dużo sprzętu ot specjalnie szyty pancerz, kilka rzeczy ekwipunku i rzecz niezwykle cenną - cyfrala (pasożyta, który daje nam wiekszą zwinność, czujność i dar rozumienia języków). Kiedy lądujemy okazuje się że jest to świat w którym czas jakby się tam zatrzymał w okresie odpowiadającemu jakby naszemu średniowieczu. Cywilizacja rozwijała się rozwijała aż nagle szlus i ani kroku dalej. Bogowie pilnują żeby nie poszła dalej. A bogowie nie są tam bynajmniej bierni jak nasi ale wiecznie ze sobą walczą i póki walczą tylko troszke to nic takiego się nie dzieje gorzej jak się rozkręcają. Ale nie to jest tu wątkiem głównym. Główny bohater - Vuko Drakkainen zwany przez miejscowych Ulfem - t przybywa na tą planetę żeby uratować naukowców którzy polecieli tam na wyprawę badawczą dwa lata wcześniej. Musi ich znaleść i wywieźć lub posprzątać to co nabroili. A nabroili tak że hoho.
Do tej pory przeczytałam 2 tomy ten trzeci oszczędzam na czarną godzinę, na mroźne zimowe wieczory kiedy będzie można usiąść z kubkiem kakao i sie delektować. Bo tym cyklem naprawdę można sie rozsmakować. Jest świetnie sprawnie napisany. Wartka akcja i liczne przychody bohaterów wciągają tak że nie można się oderwać. Do tego świat przedstawiony przez autora mimo że niby trochę podobny do naszego jest jednocześnie kompletnie nieprzewidywalny, nigdy nie wiesz czy zza rogi nagle nie wyskoczy wielka zmutowana żaba. Jak dla mnie bomba, jedna z najlepszych książek z działu fantastyki jaką czytałam. Z czystym sumieniem daje 9 i serdecznie polecam.
czwartek, 29 września 2011
Oko jelenia. Sfera Armilarna. A. Pilipiuk
Na początku muszę się przyznać że kocham książki Andrzeja Pilipiuka miłością wielką i niezmienną. Od części Pana Samochodzika pisanych pod pseudonimem aż po historie o Jakubie Wędrowyczu, choć ta ostatnia postać napawa mnie wstrętem. Uwielbiam tą dbałość o szczegóły, budowanie tła historycznego i geograficznego, pomysły pana Andrzeja i jego sposób pisania. Biorąc pod uwagę powyższe wiadomym jest że moje opinie o jego książkach będą mało obiektywne.To tak tytułem wstępu.
A teraz do rzeczy.
Jeśli chodzi o cykl Oko jelenia to krótko można by podsumować jako - żarło żarło i zdechło. Długo i z utęsknieniem czekałam na szóstą ostatnią (dzięki bogom) część . Poprzednie odsłony przygód Marka, Staszka i Heli bardzo przypadły mi do gustu. Uwielbiałam czytać o czasach Hanzy, szesnastowiecznych miastach ich mieszkańcach. Razem z bohaterami wędrowałam ulicami dawnego Gdańska, który w tym dzisiejszym wydaniu jest mi tak bliski, nie z mniejszą przyjemnością podróżowała po innych miastach Hanzy. Szczególnie upodobałam sobie postać Kozaka Maksyma, co za fajny z niego facet był ;)
Ogólnie mówiąc dawałam nura w tamten czas aż po sam czubek głowy. Przeklinając to żę czytam za szybko i każda kolejna część starcza na nie wiecej niż 2-3 dni a później trzeba czekać i czekać i czekać na następną.
Piąta część była już nieco gorsza ale traktowałam ją jako ciszę przed burzą, przed spektakularnym wielkim finałem. Taką troche częścią na przeczekanie. Trzeba nadmienić że według tego co mówił wcześniej autor części miało być 7 tylko po drodze z jednej zrezygnował. I to niestety w książce Sfera Armilarna widać. Akcja toczy sie do jakiegoś momentu całkiem wartko a później zaczyna lecieć na łeb na szyję jakość tego co czytamy , jakby autor sie znudził i pisał tylko po to żeby dobrnąć jakoś do końca, wątki które dotąd były tak pięknie powolutku rozwijane, z mistrzoską precyzją, zostają zakończone na rachu ciachu byle było. Połowa bohaterów zostaje wyrżnięta w jeden wieczór a reszta przez pół tomu albo siedzi w niewoli albo dogorywa w łóżku. A później jeszcze okazuję się że zadanie które było sensem całej historii nagle przestaje być aktualne i też w sumie nie do końca wiadomo dlaczego. Rozczarowanie wielkie. I mimo że cała serie oceniam pozytywnie to jednak przez tą ostatnią część niesmak wielki pozostaje. Jakbym miała oceniać tylko tą jedną książke w oderwaniu od reszty cyklu to niestety tylko 5 ale całościowo oceniam cykl na 7,5.
wtorek, 20 września 2011
Wojny prowokują nieudacznicy. W. Panow.
Byliście kiedyś w Moskwie? Ja nie ale nawet gdybym była to pewnie nie zauważyłabym, że oprócz tej oficjalnej Moskwy istnieje tam Tajne Miasto. Żyją w nim rasy, które istnieją na tym świecie dłużej niż ludzie. Nie zamieszkują jednak lochów czy podziemi. Przynajmniej nie większość z nich. Prowadzą całkiem jawne, legalne życie, mają swoje sklepy, banki a nawet własną telewizję i sieć telekomunikacyjną, a swoją inność maskują za pomocą iluzji. No dobra legalne było może trochę na wyrost. Poszczególne Domy - coś jakby królestwa poszczególnych ras- działają na zasadzie dobrze zorganizowanych rodzin mafijnych na czele których stoją ojcowie albo matki chrzestne.
Przy pierwszym spotkaniu książka mnie nie zachwyciła, już byłam gotowa odłożyć ją na półkę, dałam jej ostatnią szanse czytając jeszcze kilkanaście stron. No i się zaczęło: akcje, pojedynki, strzelaniny, pościgi i wszechobecna MAGIA.
Wiedzieliście że dobry nóż da się ukryć w złotym zębie?. Ja też nie :)
Ogólnie rzecz biorąc w skali 1-10 oceniam tą książkę na 6,5. Nie zachwyca ale jest całkiem niezła. Tym którzy lubią fantastykę z domieszką sensacji polecam.
Inne światy czyli współczesny western
Kilka dni temu słyszałam wywiad z jednym z fantastycznych - Andrzejem Pilipiukiem, który jest jednym z moich ulubionych autorów. Na pytanie skąd się wzięła moda na fantastykę odpowiedział że fantastyka jako jedna z niewielu gatunków literatury pozostała normalna, bez silenia się na jakieś pseudopsychologiczne rozważania, pisania "pod krytyków", usiłowania bycia orginalnym za wszelką cenę. Fantastyka jest prosta, nie mylić z prostacką. Ja właśnie za ta prostotę kocham fantastykę najbardziej. Nie jestem specem od literatury więc zbyt "nowoczesne" formy literackie są poza moim zasięgiem. Dla mnie fantastyka jest takim współczesnym westernem, gdzie bohaterowie są jasno określeni, zasady proste, mimo że odwiedzane światy są kompletnie z innej bajki. bohaterowie są dobrzy, źli, brzydcy, piękni itd.. W tych światach każdy znajdzie swoich przyjaciół i wrogów, choć nie od początku będzie wiadomo którzy są którzy, swoje miejsca, rzeczywistości w których chciałoby się być. :)
Chciałabym tutaj dzielić się moimi spostrzeżeniami dotyczącymi książek które właśnie czytam lub przeczytałam, a także tych do których często wracam bo je wyjątkowo lubię jak np.: "operacja dzień wskrzeszenia" Pilipiuka. Nie będą to żadne profesjonalne recenzje czy oceny, nie będzie analizy szczegółowej postaci czy struktury języka, żadnego tam co autor miał na myśli, jedynie subiektywne odczucia, które mi towarzyszyły podczas czytania i takie tam nieuczesane myśli na temat. Będę pisać o tym czy dana książka mi się podobała czy nie. Z czasem może pokuszę się i o niefantastyczne klimaty zobaczymy :)
A jeśli to co piszę skłoni kogoś do sięgnięcia po dany tytuł to będzie mi miło.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)




